Blog Grzegorza K.

Zapisuję swoje spostrzeżenia o lekturach, podróżach, spotkaniach

Paryż – przyjazd

leave a comment »

Wreszcie, po piętnastu latach, wylądowałem w Paryżu. Sam siebie pytam – dlaczego dopiero teraz?

Bo było to tak. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku rzuciłem nauczycielstwo, którym zajmowałem się siedem lat. Postanowiłem pracować na swoim. Utrata złudzeń nastąpiła dość szybko: biznes nie wyszedł, dochodów nie było, za to długi, malutkie dzieci i Zosia na urlopie bezpłatnym. Jednocześnie otwierały się możliwości – biura podróży kusiły wycieczkami do najbardziej wymarzonych miejsc Europy. Oglądając jeden z takich afiszów w witrynie któregoś z biur, postanowiłem sobie, że kiedy zacznę dobrze zarabiać, kiedy będzie mnie stać na więcej niż zaspokojenie podstawowych potrzeb – pierwsze zarobione pieniądze przeznaczę na wycieczkę do Paryża.

Wkrótce udało mi się zdobyć ciekawą pracę. Czym prędzej wyrobiłem sobie paszport i… już nawet nie pamiętam dlaczego, zrezygnowałem z tego marzenia. Do Paryża nie pojechałem. Przez te kilkanaście lat byłem we Francji bodaj cztery czy pięć razy, ale do stolicy nie dotarłem.

Odrobiłem więc zaległość. Warto było. Szkoda, że wtedy nie pojechałem – może inaczej patrzyłbym teraz na świat.

Niemniej do wyjazdu do Paryża nakłonił mnie Balzac. Ostatnie miesiące to czas fascynacji tym genialnym pisarzem. Pojechałem, gdyż chciałem zobaczyć miejsca, w których przebywali jego bohaterowie. Lokalizacja zdarzeń gra u Balzaca bardzo ważną rolę. Pisarz dużo miejsca poświęca opisowi domów, mieszkań, ulic, zewnętrznego środowiska działania głównych postaci jego opowieści. Robi to zarazem tak plastycznie, tak żywo, podając zarazem konkretne szczegóły topograficzne (dzielnice Paryża, nazwy ulic, hoteli, restauracji itp.), że budzi to pragnienie zobaczenia tak wykreowanego w umyśle artysty świata.

Więc pojechałem.

Bilet i hotel zarezerwowałem w styczniu. Dość intensywnie przeżyte ostatnie miesiące sprawiły, że nie myślałem o wyjeździe. Właściwie to wyjechałem prawie w biegu. Dzień wcześniej zastanawiałem się, czy pojechać śladami Cezara Birotteau, a może Lucjana de Rubempre, czy też kuzynki Bietki i hrabiego Hulot-d’Ervy. Zdecydowałem się na Lucjana i Cezara. Nie chciałem dźwigać zbyt dużo – do walizki więc wrzuciłem tylko „Historię wielkości i upadku Cezara Birotteau”.

Świat zmieniłem błyskawicznie – niemal równie szybko, jak Kurt Russell, kiedy przechodził przez „Gwiezdne wrota”. O dziewiątej wskoczyłem do autobusu pod domem, po chwili byłem na lotnisku, od razu do bramki, odlot punktualny, dwie godziny w samolocie, godzina w autobusie i widzę wieżę Eiffla. Szybciej niż do Warszawy. Krótka instalacja w hoteliku na ulicy Saint-Denis, czyli Świętego Dionizego. Ulica balzakowska, a jakże. Mieszkał na niej Józef Lebas, sukiennik, przyjaciel Cezara Birotteau. No ale na pewno nie w tym domu, który obecnie stał się hotelem. Balzac musiał go oglądać – kamienica na oko trzystuletnia. Pokój na czwartym piętrze, mikroskopijny – krzesło, stolik, umywalka, łóżko. Kamieniczka bardzo wąska, od frontu szeroka na jedno okno; żeby wykorzystać do maksimum grunt, w środku puszczono świetlik o przekroju bodaj dwóch metrów. Dzięki temu pokoiki mają okna, ale tak blisko siebie, że mogę wsadzić niemal głowę do sąsiadów naprzeciw.

Zbieram się szybko, idę do metra (hotel jest bardzo blisko stacji) i wyruszam na spotkanie Paryża. Zostawiam na chwilę Cezara, a zaczynam tak, jak zrobił to Lucjan Chardon de Rubempre po przyjeździe do stolicy z hrabiną de Bargeton – od ogrodów Tuillieries.

Reklamy

Written by grzekul

18 Maj 2011 @ 23:53

Napisane w Literatura, Podróże

Tagged with , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: